1050. rocznica chrztu Polski to czas upadku polskiego Kościoła

TRZYDZIESTY DZIEŃ PROTESTU GŁODOWEGO


Obchodzimy 1050. rocznicę chrztu Polski. Rok 966 był w polskiej historii państwa, narodu i Kościoła ważny. Jest to data, o której mówi się, że stanowi początek polskiej państwowości. Przyjęliśmy chrzest od Czechów, żeby nie dać się zdominować Niemcom. Przypuszczam, że ze strony Mieszka i ówczesnej elity Piastów był to przede wszystkim wybór polityczny. Chcieli się związać z cywilizacją łacińską, z Rzymem. Ten motyw polityczny z pewnością zaciążył nad rozwojem katolicyzmu w Polsce i nad jego późniejszymi historycznymi koneksjami z polityką.

W historii współczesnej Kościół odegrał zróżnicowaną rolę. W czasach komunizmu był ostoją wiary katolickiej, Ewangelii, a jednocześnie polskości, społeczeństwa obywatelskiego, tożsamości narodowej. Bardzo pięknie zachował się, gdy powstawała opozycja w latach siedemdziesiątych i później po stanie wojennym w latach osiemdziesiątych. Udzielał humanitarnej pomocy i schronienia dla społeczeństwa obywatelskiego, które przeciwstawiało się reżimowi komunistycznemu. To była jego piękna karta religijna, obywatelska i polityczna.

Kościół katolicki z mniejszym entuzjazmem traktował polskie państwo po 1989 roku. Chyba większe zasługi dla budowy tej państwowości, zwłaszcza dla wejścia Polski do Unii miał Jan Paweł II. Po tym, jak papież zmarł, polski Kościół zaczął stawać się coraz bardziej zamknięty, nacjonalistyczny, zaczął mieć twarz arcybiskupa Głodzia i redemptorysty biznesmena Rydzyka. Stracił twarz Jana Pawła II, Tischnera i przybrał takie mroczne twarze katolicyzmu coraz bardziej nacjonalistycznego. To nie były twarze, które dla większości katolików i dla społeczeństwa świeckiego mogły być wiarygodne. Były one odstręczające.

Teraz od pięciu miesięcy widzimy, że hierarchia kościelna jest szczęśliwa. Popiera wyraźnie jedną z opcji politycznych. Nastąpił swoisty sojusz tronu i ołtarza. Państwo teraz tworzone jest odpychające. To państwo, w którym łamie się konstytucję i praworządność, w którym rodzi się dyktatura. Kościół katolicki zaczyna coraz bardziej przypominać Kościół w Hiszpanii, który popierał dyktaturę Franco. Wiemy, czym się to skończyło: masową sekularyzacją tego Kościoła, jego całkowitą alienacją od społeczeństwa, utratą większości wiernych.

W moim przekonaniu polski Kościół stanął po złej stronie ze szkodą dla swojej misji ewangelizacyjnej. Stał się źródłem podziałów wewnątrz samej katolickiej wspólnoty. Stał się całkowicie niewiarygodny dla świeckiego społeczeństwa obywatelskiego. Przeżywamy obecnie, można powiedzieć, okres upadku Kościoła katolickiego w Polsce, okres jakiejś karykatury. Nie było jeszcze chyba tak złego okresu dla Kościoła katolickiego w Polsce, gdy byłby on tak oderwany od swojej misji, od swojego zadania, od większości społeczeństwa.

Ten Kościół może się już nigdy nie podnieść, tak jak się nie podniósł Kościół w Hiszpanii. Jedynie zmiana opcji, jedynie głębokie nawrócenie polskiej hierarchii, przynajmniej części polskiego duchowieństwa, być może interwencja papieża Franciszka mogłyby ocalić Kościół katolicki w Polsce.

Ta wielka rocznica jest jednocześnie w polskim wydaniu bardzo smutna. Mogłaby być pięknym podsumowaniem, krokiem do przodu, okazję do zadawania pytań, co teraz zrobimy z tym pięknem Ewangelii i chrześcijaństwa, jak będziemy ewangelizować współczesnego człowieka. Tymczasem polski Kościół, zamiast otworzyć się na świat współczesny, jak mówi Sobór Watykański II, zamiast pójść za Janem Pawłem II czy obecnym papieżem Franciszkiem, zamiast uniwersalizować się i stawać bardziej przyjaznym człowiekowi, staje się coraz bardziej nacjonalistycznym gettem, religią polityczną, klubem dobrze się mających panów, którzy pragną dobrobytu, władzy, prestiżu, a zapominają, że są świadkami Chrystusa i Ewangelii, że są po to, aby służyć każdemu człowiekowi.